Historia
GENEZA ODDZIAŁU
W pierwszym okresie okupacji w całym kraju nastąpił prawdziwy wysyp organizacji
konspiracyjnych, które później zostały scalone z Armią Krajową. Jedną z takich właśnie organizacji
była Kadra Polski Niepodległej. Zapisała ona chlubną kartę w historii ziemi samsonowskiej.
Jest wiosna 1940 roku. W Niedzielę Palmową, do Samsonowa przyjechał z Warszawy major
Wacław Kania. Przyjechał do swoich kuzynów, Antoniego i Stanisława Fertów, zamieszkałych w
Umrze. To dzięki ich kontaktom na terenie gminy Samsonów, w krótkim czasie, powstała prężna
organizacja. Na czele Rejonu Samsonów stał Jan Staniec ps.”Waga”, Rejonem Ćmińsk dowodził
Tadeusz Polanowski „Orzeł”, Rejonem Umer i Światełek – porucznik Stanisław Popiołek „Kurz”, a
rejonem Szałas – Stanisław Duś „Zrąb”. Wszystkie placówki wchodziły w skład V Okręgu Kadry Polski
Niepodległej, którego pierwszym komendantem został porucznik Zdzisław Jaworski ps. „Mieczysław”,
mieszkający wtedy wraz z rodziną w Janaszowie.
Na komendanta dywersji organizacji mianowany został zdolny i odważny, pochodzący z
Kołomani, Paweł Stępień „Gryf”. Wybór okazał się trafny. Grupa dywersyjna poczynała sobie coraz
śmielej, Już w listopadzie 1940 roku w ciągu jednej nocy jej członkowie zerwali wszystkie rogowskazy.
Tak proste działanie utrudniło Niemcom skuteczne poruszanie się po okupowanych terenach.
Oddział „Gryfa” nadal walczył z Niemcami wspomagany przez miejscową ludność. To dzięki nim
przetrwał, aż do lata 1944 roku, kiedy to nastąpiła mobilizacja sił Armii Krajowej. Przed akcją „Burza”
oddział dowodzony przez „Gryfa” wszedł w skład 4 pułku piechoty Armii Krajowej, jako 4 kompania.
Po zakończeniu wojny władze komunistyczne nie zamierzały uznać wysiłku zbrojnego AK i
żołnierzy „Gryfa”. Wielu z nich było przez UB prześladowanych i więzionych w kazamatach tylko za
to, że chcieli Polski Wolnej i Niepodległej. Sam „Gryf” był dwukrotnie więziony przez bezpiekę, zmarł
20 października 1968 roku we Wrocławiu i tam spoczywają jego prochy.
W pierwszym okresie okupacji w całym kraju nastąpił prawdziwy wysyp organizacji
konspiracyjnych, które później zostały scalone z Armią Krajową. Jedną z takich właśnie organizacji
była Kadra Polski Niepodległej. Zapisała ona chlubną kartę w historii ziemi samsonowskiej.
Jest wiosna 1940 roku. W Niedzielę Palmową, do Samsonowa przyjechał z Warszawy major
Wacław Kania. Przyjechał do swoich kuzynów, Antoniego i Stanisława Fertów, zamieszkałych w
Umrze. To dzięki ich kontaktom na terenie gminy Samsonów, w krótkim czasie, powstała prężna
organizacja. Na czele Rejonu Samsonów stał Jan Staniec ps.”Waga”, Rejonem Ćmińsk dowodził
Tadeusz Polanowski „Orzeł”, Rejonem Umer i Światełek – porucznik Stanisław Popiołek „Kurz”, a
rejonem Szałas – Stanisław Duś „Zrąb”. Wszystkie placówki wchodziły w skład V Okręgu Kadry Polski
Niepodległej, którego pierwszym komendantem został porucznik Zdzisław Jaworski ps. „Mieczysław”,
mieszkający wtedy wraz z rodziną w Janaszowie.
Na komendanta dywersji organizacji mianowany został zdolny i odważny, pochodzący z
Kołomani, Paweł Stępień „Gryf”. Wybór okazał się trafny. Grupa dywersyjna poczynała sobie coraz
śmielej, Już w listopadzie 1940 roku w ciągu jednej nocy jej członkowie zerwali wszystkie rogowskazy.
Tak proste działanie utrudniło Niemcom skuteczne poruszanie się po okupowanych terenach.
Oddział „Gryfa” nadal walczył z Niemcami wspomagany przez miejscową ludność. To dzięki nim
przetrwał, aż do lata 1944 roku, kiedy to nastąpiła mobilizacja sił Armii Krajowej. Przed akcją „Burza”
oddział dowodzony przez „Gryfa” wszedł w skład 4 pułku piechoty Armii Krajowej, jako 4 kompania.
Po zakończeniu wojny władze komunistyczne nie zamierzały uznać wysiłku zbrojnego AK i
żołnierzy „Gryfa”. Wielu z nich było przez UB prześladowanych i więzionych w kazamatach tylko za
to, że chcieli Polski Wolnej i Niepodległej. Sam „Gryf” był dwukrotnie więziony przez bezpiekę, zmarł
20 października 1968 roku we Wrocławiu i tam spoczywają jego prochy.
Garnizon nieświeski objął pułk w twardych warunkach. Koszary były częściowo spalone, stajnie zniszczone, a mieszkań dla oficerów i podoficerów nie było. Doprowadzenie ruin koszar do względnego stanu używalności kosztowało dowódców pułku i oficerów dużo wysiłku, czasu i energii.Niemałą pomoc udzieliło społeczeństwo przy wsparciu korporacji dawnego 203 pułku, która powstała w maju 1921 z inicjatywy pierwszego dowódcy pułku rtm. Zakrzewskiego oraz zwalniających się z czynnej służby ochotników. Zgromadziła ona wielu ziemian Kaliskiego, Kutnowskiego i Włocławskiego. Delegacja korporacji wielokrotnie przybywała do pułku uczestnicząc w szeregu uroczystościach i wzniosła własnym kosztem piękny pomnik pod Ciechanowem dla pamięci poległych. 8 sierpnia obrany został dniem święta pułkowego, ponieważ w dniu tym odbyła się pamiętna pierwsza bitwa i szarża pod Ciechanowem. Podczas pierwszego obchodu święta w 1922 został wręczony pułkowi sztandar ufundowany przez ludność powiatu nieświeskiego.
Obok pracy zawodowej i szkolenia się dla pogotowia wojennego, za które pułk był podczas manewrów wyróżniany, odbywała się praca kulturalno-oświatowa. Szereg miejscowych organizacji społecznych rozwija się przy czynnej pomocy oficerów pułku. Organizowane były dla ułanów kursy przygotowania do życia cywilnego, obejmujące wykłady spółdzielcze, przeciwpożarowe, wychowania fizycznego, ogrodniczego. Organizowano również wycieczki krajoznawcze dla podoficerów i ułanów przed zwolnieniem do rezerwy. W zakresie propagowania sportu pułk objął swoją działalnością prawie całe województwo Nowogródzkie. Oprócz konkursów konnych, strzeleckich i łyżwiarskich organizowanych w Nieświeżu, organizował również dwudniowe zawody konno-strzeleckie w 1927 w Baranowiczach, w 1928 w Nowogródku, w 1929 w Słonimie. Gromadziły one uczestników z wielu pułków, a także jeźdźców cywilnych oraz amazonek. Dowódca pułku wraz ze swoimi oficerami uczestniczył w rajdzie zorganizowanym przez dowódcę brygady kawalerii do Białegostoku w kwietniu 1928. Konie będące własnością oficerów pułku uczestniczyły w wyścigach na torach: Wilna,Grajewa, Piotrkowa, Łodzi, i Warszawy, zdobywając w latach 1928 i 1929 21 nagród.
KONSPIRACJA I WALKA
Okupacyjna historia pułku nierozerwalnie związana jest z osobą wspomnianego już Zdzisława Nurkiewicza. Chorąży po podleczeniu ran przedostaje się do Warszawy. Na przełomie roku 1939 /40 wraz z bratem stryjecznym Edmundem udaje się do Nieświeża do pozostawionej rodziny. Zdzisław został tam aresztowany przez bolszewików z NKWD. Jednak udało mu się zbiec z transportu i spotkać się w pobliskich Starzynkach z dziećmi i żoną. Żeby ponownie nie wpaść w łapy drugiego wroga wraca z Edmundem z granicznymi przygodami do Warszawy. Do Nieświeża powraca dopiero w lipcu 1941 roku, po wybuchu wojny niemiecki-sowieckiej. Najbliższych już nie zastaje, wszyscy oprócz najstarszego syna Zdzisława-Rafała zostają aresztowani i wysłani „na nieludzką ziemię”.
NIEŚWIEŻ – „STRAŻNICA – NIEDŹWIEDZICA”
Po przybyciu do Nieświeża chor. Nurkiewicz, przedwojenny zagończyk, organizuje tajny ośrodek dywersyjno-partyzancki Armii Krajowej, o kryptonimie „Strażnica-Niedźwiedzica” (funkcjonował w ramach specjalnej organizacji WACHLARZ) i przyjmuje pseudonim „Bator” będąc zarazem komendantem tego Rejonu. Ma wówczas do dyspozycji zaprzysiężonych około 120 osób, tj. około cztery plutony
Okupacyjna historia pułku nierozerwalnie związana jest z osobą wspomnianego już Zdzisława Nurkiewicza. Chorąży po podleczeniu ran przedostaje się do Warszawy. Na przełomie roku 1939 /40 wraz z bratem stryjecznym Edmundem udaje się do Nieświeża do pozostawionej rodziny. Zdzisław został tam aresztowany przez bolszewików z NKWD. Jednak udało mu się zbiec z transportu i spotkać się w pobliskich Starzynkach z dziećmi i żoną. Żeby ponownie nie wpaść w łapy drugiego wroga wraca z Edmundem z granicznymi przygodami do Warszawy. Do Nieświeża powraca dopiero w lipcu 1941 roku, po wybuchu wojny niemiecki-sowieckiej. Najbliższych już nie zastaje, wszyscy oprócz najstarszego syna Zdzisława-Rafała zostają aresztowani i wysłani „na nieludzką ziemię”.
NIEŚWIEŻ – „STRAŻNICA – NIEDŹWIEDZICA”
Po przybyciu do Nieświeża chor. Nurkiewicz, przedwojenny zagończyk, organizuje tajny ośrodek dywersyjno-partyzancki Armii Krajowej, o kryptonimie „Strażnica-Niedźwiedzica” (funkcjonował w ramach specjalnej organizacji WACHLARZ) i przyjmuje pseudonim „Bator” będąc zarazem komendantem tego Rejonu. Ma wówczas do dyspozycji zaprzysiężonych około 120 osób, tj. około cztery plutony
złożone z miejscowych konspiratorów. Po tak zwanej „wsypie mińskiej” w maju 1942 r. przekazuje komendę pchor. Józefowi Wróblewiczowi a sam zagrożony aresztowaniem ucieka w rejon Stołpców.
ODBUDOWA KAWALERII I BUDOWA PRZYSZŁEGO ZAPLECZA AK
Nawiązał kontakt z d-cą Obwodu AK „Słup” (Stołpce) por. inż. „Świrem” Aleksandrem Warakomskim i z „Józefem” Andrzejem Wierzbickim – inspektorem AK na Obwody; Stołpce, Nieśwież i Baranowicze. Chorąży, zakonspirowany ułan pracuje w majątku ziemskim
ODBUDOWA KAWALERII I BUDOWA PRZYSZŁEGO ZAPLECZA AK
Nawiązał kontakt z d-cą Obwodu AK „Słup” (Stołpce) por. inż. „Świrem” Aleksandrem Warakomskim i z „Józefem” Andrzejem Wierzbickim – inspektorem AK na Obwody; Stołpce, Nieśwież i Baranowicze. Chorąży, zakonspirowany ułan pracuje w majątku ziemskim
w Chaciszkach jako buchalter u wdowy, właścicielki – dawnej swojej sympatii p. Konstancji Hackiewicz vel Hachiewicz. Przemyślane to było przedsięwzięcie, żeby być bliżej siodeł i koni. Chorąży już jesienią 1942 roku udaje się do Starzynek k/ Iwieńca i nawiązuje tam kontakt z miejscową AK, z dawnym druhem z 27 p. uł. z Nieświeża, kpr. / wachm. „Mikiem” Józefem L. Samotyją z Harajmowszczyzny.
Rozbudowuje tajną placówkę AK do około 40 zakonspirowanych (ułanów) i przyjmuje nowy pseudonim „Błyskawica”. Gotowych
Rozbudowuje tajną placówkę AK do około 40 zakonspirowanych (ułanów) i przyjmuje nowy pseudonim „Błyskawica”. Gotowych
i uzbrojonych konnych do walki jest wtedy 6 ułanów. Dalej pracuje w różnych majątkach „Ligienszaftu” ; Kul, Moskalewszczyzna, Bobrowszczyzna gm. Wołno pow. Stołpce. Zmienia je często, aby nie zostać zdekonspirowanym. Jest jak poprzednio zatrudniony
jako buchalter lub administrator majątków ziemskich. W tych majątkach jest trochę ukrytego sprzętu, broni, koni oraz siodeł. Przygotowuje schowaną broni do walki z okupantem. Swą rozległą pracą poznaje lepiej okoliczny teren, ludzi, gospodarstwa i składnice niemieckich magazynów gdzie polscy gospodarze oddają przymusowo wyznaczony przez Niemców kontyngent oraz „zagaduje”
młodych do walki z okupantem. Ten przebiegły zabieg pozwoli mu później korzystać ze zdobytej wiedzy. Kiedy nasilają się zbrodnie, gwałty i napady na polskie gospodarstwa dokonywane przez czerwoną partyzantkę i inne grupy grabieżcze włącza się do organizowanego w konspiracji oddziału AK ppor. „Lewalda” Kacpra Miłaszewskiego i por. „Waldana” Waldemara Parchimowicza. Zostaje
wyznaczony do utworzenia przygotowywanego przez niego patrolu ułanów. 3 czerwca 1943 r. – Kacper Miłaszewski „Lewald” zarządził mobilizację.
Chor. Zdzisław Nurkiewicz „Nieczaj” wspomina ją następująco: „Zbiórka odbyła się w majątku Kul. Zgłosiłem się ja, plut. Niedźwiecki „Lawina”, wachm. Jakubowski „Dąb”, doprowadzając łącznie ok. 40 konnych żołnierzy. Do tego doszły trzy zaprzęgi konne
jako buchalter lub administrator majątków ziemskich. W tych majątkach jest trochę ukrytego sprzętu, broni, koni oraz siodeł. Przygotowuje schowaną broni do walki z okupantem. Swą rozległą pracą poznaje lepiej okoliczny teren, ludzi, gospodarstwa i składnice niemieckich magazynów gdzie polscy gospodarze oddają przymusowo wyznaczony przez Niemców kontyngent oraz „zagaduje”
młodych do walki z okupantem. Ten przebiegły zabieg pozwoli mu później korzystać ze zdobytej wiedzy. Kiedy nasilają się zbrodnie, gwałty i napady na polskie gospodarstwa dokonywane przez czerwoną partyzantkę i inne grupy grabieżcze włącza się do organizowanego w konspiracji oddziału AK ppor. „Lewalda” Kacpra Miłaszewskiego i por. „Waldana” Waldemara Parchimowicza. Zostaje
wyznaczony do utworzenia przygotowywanego przez niego patrolu ułanów. 3 czerwca 1943 r. – Kacper Miłaszewski „Lewald” zarządził mobilizację.
Chor. Zdzisław Nurkiewicz „Nieczaj” wspomina ją następująco: „Zbiórka odbyła się w majątku Kul. Zgłosiłem się ja, plut. Niedźwiecki „Lawina”, wachm. Jakubowski „Dąb”, doprowadzając łącznie ok. 40 konnych żołnierzy. Do tego doszły trzy zaprzęgi konne
z prowiantem i furażem dla koni. I to właśnie był zalążek 27 Pułku Ułanów AK im. Króla Stefana Batorego”.
PUSZCZA NALIBOCKA – LASY RADZIWIŁŁÓW
Wraz z grupką ułanów wziął udział w walce o Iwieniec w tzw. „Powstaniu Iwienickim”. Po zwycięskiej bitwie o niemiecki garnizon przeszedł z całym oddziałem w okolice Nieścierowicz do Rudni Nalibockiej i zakwaterował w ostępach Puszczy Nalibockiej w rejonie Bielnicy nad jeziorem Kromań. Szybko grupa kawalerii rozrosła się do stanu szwadrony i plutonu żandarmerii. W puszczy chor. przyjmuje nowy pseudonim „Noc” . Ułani także nazywali swego dowódcę „Królem Nocy” , wówczas chorąży był panem „swoich” terenów
PUSZCZA NALIBOCKA – LASY RADZIWIŁŁÓW
Wraz z grupką ułanów wziął udział w walce o Iwieniec w tzw. „Powstaniu Iwienickim”. Po zwycięskiej bitwie o niemiecki garnizon przeszedł z całym oddziałem w okolice Nieścierowicz do Rudni Nalibockiej i zakwaterował w ostępach Puszczy Nalibockiej w rejonie Bielnicy nad jeziorem Kromań. Szybko grupa kawalerii rozrosła się do stanu szwadrony i plutonu żandarmerii. W puszczy chor. przyjmuje nowy pseudonim „Noc” . Ułani także nazywali swego dowódcę „Królem Nocy” , wówczas chorąży był panem „swoich” terenów
w prowadzonej z okupantem walce. W lipcu i sierpniu 1943 roku chorąży walczy i w obronie obozu partyzanckiego AK z przeważającymi siłami niemieckimi, w niemieckiej „Akcji Herman”. Po zdradzie partyzantki bolszewickiej, która uciekła ze wspólnej linii obronnej
i opuściła swoje stanowiska Polski Oddział Partyzancki im. T. Kościuszki (inaczej Batalion Stołpecki) wraz z ułanami 27 pułku został otoczony od tyłu przez nacierającego wroga (pierścień niemiecki to około 60.000 tyś. różnego wojska), następnie oddziały w ciężkiej walce i odwrocie przez puszczańskie mokradła i bagna zostają rozproszone oraz częściowo rozbite.
Już w dwa tygodnie po niemieckiej blokadzie Puszczy Nalibockiej polski oddział rozrasta się do około 600 partyzantów w tym prawie dwóch szwadronów ułanów. Odbudowywany oddział wraz z ułanami toczy zwycięskie walki z wrogiem oraz niszczy miejscowe
zbrodnicze grupy grabieżcze.
Już w dwa tygodnie po niemieckiej blokadzie Puszczy Nalibockiej polski oddział rozrasta się do około 600 partyzantów w tym prawie dwóch szwadronów ułanów. Odbudowywany oddział wraz z ułanami toczy zwycięskie walki z wrogiem oraz niszczy miejscowe
zbrodnicze grupy grabieżcze.
Początkiem jesieni 1943 r. przybywają z Warszawy nowi dowódcy i paru cichociemnych w celu szkolenia i uzupełnienia kadry oficerskiej zgrupowania. Powstaje zgrupowanie o nazwie Stołpeckie.
Rano 1 grudnia 1943 roku polski obóz partyzancki stacjonujący w nieodległej bliskości od partyzantki czerwonej zostaje przez niedawnego sprzymierzeńca podstępnie rozbity i rozbrojony. Polscy dowódcy sztabowi, którzy raniutko pojechali do „czerwonych partyzantów” na „zaproszoną naradę” także zostali przez nich rozbrojeni. Część z internowanych polskich oficerów zostało na miejscu brutalnie zastrzelona. Chorąży „Noc” w tragicznym dniu przebywał poza obozem i w ten sposób z około 60 ułanami zdołał się uratować. Resztę, bo ponad połowę odbudowanej kawalerii (100 – szabel) zostało internowanych lub zabitych przez bolszewików.
Rano 1 grudnia 1943 roku polski obóz partyzancki stacjonujący w nieodległej bliskości od partyzantki czerwonej zostaje przez niedawnego sprzymierzeńca podstępnie rozbity i rozbrojony. Polscy dowódcy sztabowi, którzy raniutko pojechali do „czerwonych partyzantów” na „zaproszoną naradę” także zostali przez nich rozbrojeni. Część z internowanych polskich oficerów zostało na miejscu brutalnie zastrzelona. Chorąży „Noc” w tragicznym dniu przebywał poza obozem i w ten sposób z około 60 ułanami zdołał się uratować. Resztę, bo ponad połowę odbudowanej kawalerii (100 – szabel) zostało internowanych lub zabitych przez bolszewików.
Drugi raz w krótkim czasie roku 1943 partyzantka sowiecka dokonała przemyślnej politycznej zdrady swojego sprzymierzeńca. Po takim stanie rzeczy ułani chor. „Nocy” zaczęli bezpardonowo zwalczać przeważające siły partyzantki czerwonej. Od razu Nurkiewicz zaczął intensywnie rozbrajać i likwidować wrogów oraz miejscowych konfidentów, to była tzw. Ułańska „Bombiszka”. Zatrzymywano oficerów partyzantki bolszewickiej, aby później wymienić ich za internowanych dowódców AK. Kiedy trwał początkowy okres walki z bolszewikami chorąży pojmał i rozbroił grupę czerwonych z dowódcą lejtnantem, a przy nim znaleziono Tajny Rozkaz nr 7 mówiący o rozbrajaniu nacjonalistycznych „Band” Białopolaków AK. W rozkazie tym napisano: tych którzy nie chcą się poddać należy na miejscu rozstrzelać. Zdobyty sowiecki tajny dokument jednoznacznie potwierdzał zbrodnicze cele ZSRS wobec Polski i Polaków.
Na początku grudnia 1943 roku udało się chorążemu wygrywać w kilkunastu starciach z bolszewikami oraz pozbierać w okolicy uratowanych partyzantów AK wraz z cichociemnym por. „Górą” (Adolf Plich), któremu także udało się wydrzeć z okrążenia bolszewickiego zastosowanego w Puszczy Nalibockiej. Wówczas zaczęła się nierówna i prawie samobójcza walka prowadzona przez akowców. Uratowani dowódcy zastanawiali się teraz jak postąpić w tak trudnej sytuacji wojennej. Wobec tragedii zgrupowania i nie otrzymywania żadnej pomocy z Okręgu AK czy z KG AK zastanawiano się co dalej robić. Kalkulowano; albo się poddać czerwonym partyzantom, albo uciekać lub iść do domu, gdzie i tak każdego by czekała śmierć, czy to od czerwonych czy od Niemców. Wyjścia bezpiecznego nie było. Musiano zastosować przebiegły i podstępny chwyt wojenny wobec obu wrogów przebywających na rubieży przedwojennych kresów II RP.
STATUS QUO – Z NIEMIECKĄ ŻANDARMERĄ
W ten grudniowy bardzo zimowy i mroźny okres, uratowane dowództwo AK w tym por. „Góra- Pistolet” i chor. „Noc” nie mając jakiejkolwiek pomocy zadecydowali się na zawieszenie walk z Niemcami w ustnym porozumieniu i zawarciu „Paktu o Nieagresji”, o nie walczeniu ze sobą i przyjęciu w tym trudnym okresie wspólnej walki z przeważającej siłami zgrupowań partyzantki bolszewickiej,
STATUS QUO – Z NIEMIECKĄ ŻANDARMERĄ
W ten grudniowy bardzo zimowy i mroźny okres, uratowane dowództwo AK w tym por. „Góra- Pistolet” i chor. „Noc” nie mając jakiejkolwiek pomocy zadecydowali się na zawieszenie walk z Niemcami w ustnym porozumieniu i zawarciu „Paktu o Nieagresji”, o nie walczeniu ze sobą i przyjęciu w tym trudnym okresie wspólnej walki z przeważającej siłami zgrupowań partyzantki bolszewickiej,
a także walki w obronie rdzennej kresowej ludności polskiej. Przyjęto wspólne uzgodnienia o dozbrojenie zgrupowania AK, wyleczeniu rannych i chorych oraz otrzymaniu ciepłej bielizny i odzieży. Zorganizowano także szwadron CKM szybkiego reagowania, późniejszy zalążek 23 p. uł. Grodzieńskich z d-cą ppor.„Jarem”. J. Gąsiewskim.
Jak praktycznie wyglądało zawieszenie broni z Niemcami może świadczyć fakt ataku ułanów chor. „Nocy” wiosną 1944 roku kiedy Niemcy pacyfikowali swoim oddziałem karnym polską wioskę. Nurkiewicz ostrzelał i przepędził wroga, który w panice uciekał ostrzeliwując się. To był czas gdy uratowani akowcy wraz z kawalerią nie otrzymali z KG AK jakiegokolwiek wsparcia i pomocy. Należy tu przypomnieć, że zawiadomiono natychmiast o tym niezwykły porozumieniu Okręgu AK Lida i Nowogródek i otrzymano zezwolenie na taki chwyt wojenny. Stanowisko okręgu było jednoznaczne i czytelne; wyleczyć chorych, dozbroić zgrupowanie, dokonać poboru nowych
partyzantów i w odpowiednim czasie uderzyć. Sam chorąży „Noc” dostał od Niemców trzy dni czasu na mobilizacje polaków do swego oddziału.
W kwietniu 1944 roku dowództwo Komendy Okręgu AK Nowogródek „Nów” nadało już rozkazem, oficjalną nazwę kawalerii tworząc; dywizjon 27 p. uł. im. króla Stefana Batorego oraz nadało innym pododdziałom zgrupowania przydziałowe konspiracyjne nazwy. Po wstępnej odbudowie zgrupowania, oddział partyzancki AK rozrósł się, dozbrajał i szkolił się dalej oraz zdecydowanie walczył
Jak praktycznie wyglądało zawieszenie broni z Niemcami może świadczyć fakt ataku ułanów chor. „Nocy” wiosną 1944 roku kiedy Niemcy pacyfikowali swoim oddziałem karnym polską wioskę. Nurkiewicz ostrzelał i przepędził wroga, który w panice uciekał ostrzeliwując się. To był czas gdy uratowani akowcy wraz z kawalerią nie otrzymali z KG AK jakiegokolwiek wsparcia i pomocy. Należy tu przypomnieć, że zawiadomiono natychmiast o tym niezwykły porozumieniu Okręgu AK Lida i Nowogródek i otrzymano zezwolenie na taki chwyt wojenny. Stanowisko okręgu było jednoznaczne i czytelne; wyleczyć chorych, dozbroić zgrupowanie, dokonać poboru nowych
partyzantów i w odpowiednim czasie uderzyć. Sam chorąży „Noc” dostał od Niemców trzy dni czasu na mobilizacje polaków do swego oddziału.
W kwietniu 1944 roku dowództwo Komendy Okręgu AK Nowogródek „Nów” nadało już rozkazem, oficjalną nazwę kawalerii tworząc; dywizjon 27 p. uł. im. króla Stefana Batorego oraz nadało innym pododdziałom zgrupowania przydziałowe konspiracyjne nazwy. Po wstępnej odbudowie zgrupowania, oddział partyzancki AK rozrósł się, dozbrajał i szkolił się dalej oraz zdecydowanie walczył
z bolszewikami i innymi miejscowymi wrogami. Zgrupowanie AK w tym kawaleria do Puszczy Nalibockiej już nie powróciła. Jednak kiedy na ich teren działania zbliżał się front, kawaleria i całe odbudowane zgrupowanie Stołpecko – Nalibockie odmaszerowało pod Warszawę nie mogąc się wcześniej przedrzeć do walki o Wilno. Idąc między frontami podeszli końcem lipca 1944 roku pod Warszawę, do mostu na rzece Wiśle w Nowym Dworze Mazowieckim.
Siła zgrupowania w tym czasie liczyła około 900 wojska polskiego; piechoty i kawalerii (350 szabel), taborów z całym zapleczem i zapasem uzbrojenia. Po bardzo sprytnym podstępem zastosowanym wobec wroga, Niemcy dając się nabrać na sprytny blef, przepuścili przez chroniony most cały oddział na drugą stronę Wisły wyznaczając im miejsce postoju w Dziekanowie Polskim. Oddział w tej wojnie
został ponownie swoim sprytem i przebiegłością oraz odwagą dowódców uratowany.
Siła zgrupowania w tym czasie liczyła około 900 wojska polskiego; piechoty i kawalerii (350 szabel), taborów z całym zapleczem i zapasem uzbrojenia. Po bardzo sprytnym podstępem zastosowanym wobec wroga, Niemcy dając się nabrać na sprytny blef, przepuścili przez chroniony most cały oddział na drugą stronę Wisły wyznaczając im miejsce postoju w Dziekanowie Polskim. Oddział w tej wojnie
został ponownie swoim sprytem i przebiegłością oraz odwagą dowódców uratowany.
Od powstania zgrupowania i kawalerii Nurkiewicza zniszczono trzy mosty, wysadzono trzy pociągi.
W walkach z Niemcami zginęło 173,
a 38 zostało zamordowanych po aresztowaniu.
Wielu było rannych i zaginionych bez wieści. Natomiast w prowadzonych ponad 160
walkach z czerwonymi i miejscowymi bandami zginęło 102 partyzantów – ułanów polskich, a 138 zostało nikczemnie przez nich zamordowanych.
Wszystkie grupy rekonstrukcyjne odwołują się do tradycji. I słusznie. My także sięgamy do korzeni, ale do tych przez wielu zapomnianych. Stowarzyszenie swoją działalność koncentruje na przypominaniu o dziejach Ziemi Świętokrzyskiej podczas II wojny światowej, ze szczególnym uwzględnieniem dokonań Armii Krajowej. Sekcja polska odtwarza oddział kawalerii, a dzięki staraniom Leszka Marcinkiewicza uzyskaliśmy prawo używania barw 27 pułku ułanów. Pułku który po walkach z obu agresorami w 1939 roku odtwarzał się na Ziemi Nowogródzkiej. Szlak bojowy pułku wiódł przez Puszcze Kampinoską, aż w Góry Świętokrzyskie i zakończył się dopiero w styczniu 1945 roku. Nowi „czerwoni władcy” nie dali jednak ułanom spokoju. Przez wiele lat byli tępieni, a największym przykładem jest ostatni dowódca pułku.Tak jak On i my chcemy być niezłomni.
27 PUŁK UŁANÓW
IM. KRÓLA STEFANA BAROREGO

Proporzec 27 pułku ułanów
POWSTANIE I ORGANIZACJA
28 lipca rotmistrz Adam Zakrzewski otrzymał rozkaz nakazujący mu objęcie dowódcy nowego pułku, a 29 lipca podpisał pierwszy rozkaz pułkowy, w którym między innymi wyznaczył dowódców formujących się szwadronów. Korpus oficerski tworzony był z oficerów wszystkich formacji polskich, a więc: legionów, ułanów krechowieckich i pułków jazdy, podoficerowie powołani z poboru, a szeregi ułanów stanowili ochotnicy. Konie w 40% stanowiły własność ochotników, broni w początkowym okresie brakowało, a umundurowanie dostarczył częściowo szwadron zapasowy. Barwy pułkowe pozostały identyczne z barwami 3 pułku ułanów tj. biało-żółte. W Modlinie tworzył się szwadron karabinów maszynowych. Sztab pułku ze szwadronem łączności stanął we wsi Zaleskowie, 1 szwadron w Goliszewie, 2 w Gazewie, 3 w Tykadłowie, 4 w Ilnie, a szwadron karabinów maszynowych w Zborowie. Szwadrony rozpoczęły ćwiczenia pozwalające zapoznać się z szykami bojowymi, spieszaniem oraz zasadami walki konnej i pieszej. 2 sierpnia na rynku w Kaliszu mjr Zygmunt Podhorski dokonał przeglądu pułku i odebrał przysięgę. Stan pułku w tym dniu wynosił: 27 oficerów, 716 szeregowych i 652 konie. Dwa dni później pułk wyjechał koleją z Kalisza i 6 sierpnia rano wyładował się w Ciechanowie. 7 sierpnia miał być dla pułku pierwszym dniem spotkania z wrogiem. Sformowanie jednostki w ciągu trzech dni i wymarsz po siedmiu dniach był zapewne wyjątkowym czynem w dziejach organizacji wojska.
BÓJ POD JAKTOROWEM
29 września wczesnym rankiem czoło kolumny dotarło, w okolicach wsi Budy Zosine koło Jaktorowa, do linii kolejowej Warszawa – Skierniewice. Patrol pod dowództwem Jana Lewickiego „Łotysza” z 1. plutonu 2. szwadronu dotarł do samych torów kolejowych
29 września wczesnym rankiem czoło kolumny dotarło, w okolicach wsi Budy Zosine koło Jaktorowa, do linii kolejowej Warszawa – Skierniewice. Patrol pod dowództwem Jana Lewickiego „Łotysza” z 1. plutonu 2. szwadronu dotarł do samych torów kolejowych
i stwierdził, że nie są obsadzone o czym natychmiast poinformował „Okonia”. Niestety dowodzący zgrupowaniem nie wydał rozkazu
o natychmiastowym przekraczaniu torów. Zamiast tego zarządził postój, odpoczynek i oczekiwanie na dołączenie reszty kolumny rozciągniętej na kilka kilometrów. Teren nie sprzyjał takim działaniom. Płaska odkryta przestrzeń z rzadka porośnięta kępami drzew
i poprzecinana rowami melioracyjnymi. Bliska odległość od torów, które były bądź co bądź patrolowane sprawiała, że miejsce postoju oddziałów mogło być łatwo odkryte. Około godziny 7.00 większość oddziałów zgrupowania dotarło na miejsce.
Po godzinie 9 partyzanckie ubezpieczenie zaczęło przesyłać do dowództwa meldunki, że Niemcy zaczynają obsadzać tory kolejowe, ale nawet to nie zmieniło decyzji „Okonia”. W szeregi partyzantów zaczynało wkradać się rozprężenie. Już w nocy od kolumny odrywały się mniejsze lub większe grupy partyzantów (szczególnie pochodzących z najbliższych okolic). Odchodziły także większe oddziały, niektóre zresztą za pozwoleniem samego „Okonia” jak Kompania Lotnicza Tadeusza Gaworskiego „Lawy”.
Około godziny 10 nad terenem zajętym przez zgrupowanie zaczął krążyć dwukadłubowy samolot rozpoznawczy Fw 189 zwany potocznie „Ramą”. Kiedy rozpoczął ostrzeliwanie partyzantów stłoczonych na niewielkiej przestrzeni, siejąc wielki popłoch szczególnie wśród koni, partyzanci nie wytrzymali i zaczęli odpowiadać ogniem. Po raz kolejny okazało się, że to Pan Bóg kule nosi. Jeden z pocisków uszkodził maszynę, która zaczęła dymić i ostatecznie rozbiła się koło Grodziska. Był to ostatni wybuch radości bowiem już niedługo miało się okazać, że pierścień niemieckiej obławy zaciska wokół zgrupowania liczącego wtedy około 1200 żołnierzy.
Dopiero meldunki o zacieśnianiu się okrążenia skłoniły „Okonia” do wydania rozkazów. O godzinie 12 oddziały partyzanckie ugrupowanie w dwóch kolumnach miały sforsować tory kolejowe i przebić się na południe. W pierwszej fazie ataku oddziały AK odniosły sukces. Pomimo niemieckiej obrony udało im się dotrzeć do torów i wyprzeć stamtąd wroga. Niestety wtedy od strony Żyrardowa nadjechał zaimprowizowany pociąg pancerny (czołgi oraz transportery opancerzone umieszczono na lorach kolejowych). Polskie natarcie załamało się. Pociąg pancerny jadący po nasypie miał bardzo dobre pole ostrzału w głąb polskiego ugrupowania. Ostrzał powodował coraz większe straty, nie tylko wśród partyzantów. Pociski raziły także grupę jeńców niemieckich, których w dalszym ciągu prowadzono ze zgrupowaniem. Dopiero teraz „Okoń” wydał rozkaz o ich uwolnieniu.
Po godzinie 9 partyzanckie ubezpieczenie zaczęło przesyłać do dowództwa meldunki, że Niemcy zaczynają obsadzać tory kolejowe, ale nawet to nie zmieniło decyzji „Okonia”. W szeregi partyzantów zaczynało wkradać się rozprężenie. Już w nocy od kolumny odrywały się mniejsze lub większe grupy partyzantów (szczególnie pochodzących z najbliższych okolic). Odchodziły także większe oddziały, niektóre zresztą za pozwoleniem samego „Okonia” jak Kompania Lotnicza Tadeusza Gaworskiego „Lawy”.
Około godziny 10 nad terenem zajętym przez zgrupowanie zaczął krążyć dwukadłubowy samolot rozpoznawczy Fw 189 zwany potocznie „Ramą”. Kiedy rozpoczął ostrzeliwanie partyzantów stłoczonych na niewielkiej przestrzeni, siejąc wielki popłoch szczególnie wśród koni, partyzanci nie wytrzymali i zaczęli odpowiadać ogniem. Po raz kolejny okazało się, że to Pan Bóg kule nosi. Jeden z pocisków uszkodził maszynę, która zaczęła dymić i ostatecznie rozbiła się koło Grodziska. Był to ostatni wybuch radości bowiem już niedługo miało się okazać, że pierścień niemieckiej obławy zaciska wokół zgrupowania liczącego wtedy około 1200 żołnierzy.
Dopiero meldunki o zacieśnianiu się okrążenia skłoniły „Okonia” do wydania rozkazów. O godzinie 12 oddziały partyzanckie ugrupowanie w dwóch kolumnach miały sforsować tory kolejowe i przebić się na południe. W pierwszej fazie ataku oddziały AK odniosły sukces. Pomimo niemieckiej obrony udało im się dotrzeć do torów i wyprzeć stamtąd wroga. Niestety wtedy od strony Żyrardowa nadjechał zaimprowizowany pociąg pancerny (czołgi oraz transportery opancerzone umieszczono na lorach kolejowych). Polskie natarcie załamało się. Pociąg pancerny jadący po nasypie miał bardzo dobre pole ostrzału w głąb polskiego ugrupowania. Ostrzał powodował coraz większe straty, nie tylko wśród partyzantów. Pociski raziły także grupę jeńców niemieckich, których w dalszym ciągu prowadzono ze zgrupowaniem. Dopiero teraz „Okoń” wydał rozkaz o ich uwolnieniu.
Ostatecznie po wycofaniu się z nasypu kolejowego polskie zgrupowanie uformowało linię obronną w kształcie czworoboku. Rozpoczęła się walka pozycyjna. Stanowiska obsadzone przez spieszonych ułanów z 3. i 4. Szwadronów zostały zaatakowane przez niemieckie kolumny pancerne wsparte piechotą. Przy dużych stratach własnych udało się je odeprzeć.
Pojawienie się niemieckich kolumn pancernych doprowadziło do zamknięcia pierścienia okrążenia. Była godzina 14. Bez jakiegokolwiek rozkazu ze strony „Okonia” oddziały prowadziły walkę. Dopiero około godziny 15.30 wydał on rozkaz obrony i trwania aż do zmroku.
Kiedy pół godziny później dowódcy piechoty usłyszeli rozkaz o przeprowadzeniu ponownego ataku na tory wszyscy byli zdezorientowani. Pomimo sprzecznych rozkazów dowódcy zaczęli wykonywać polecenia, ale z chwilą kiedy plutony rozwijały się w tyraliery do ataku, na tory ponownie wjechały dwa pociągi pancerne (improwizowany, który już wcześniej włączył się do walki oraz przepisowy pociąg pancerny nr 30), które rozbiły natarcie w zarodku.
Kiedy pół godziny później dowódcy piechoty usłyszeli rozkaz o przeprowadzeniu ponownego ataku na tory wszyscy byli zdezorientowani. Pomimo sprzecznych rozkazów dowódcy zaczęli wykonywać polecenia, ale z chwilą kiedy plutony rozwijały się w tyraliery do ataku, na tory ponownie wjechały dwa pociągi pancerne (improwizowany, który już wcześniej włączył się do walki oraz przepisowy pociąg pancerny nr 30), które rozbiły natarcie w zarodku.
Klęska była coraz bliżej. Widząc rozpaczliwą sytuację zgrupowania oraz brak odpowiedzialnych decyzji „Okonia” inicjatywę przejmuje wreszcie dowódca partyzantów nowogródzkich „Dolina”. Przez konnych gońców nakazuje on wszystkim oddziałom przebijanie się
w kierunku południowo-zachodnim. Określa także, że grupy które nie mają na to szans przedzierały się w najbardziej dogodnych dla siebie kierunkach. Powstańcze jednostki niejako na własną rękę próbowały wyrwać się z niemieckiego „kotła”. Prawdopodobnie była to ostatnia chwila przed całkowitym zniszczeniem zgrupowania.
WYJŚCIE Z OKRĄŻENIA
Grupa na czele której stanął „Dolina” szturmem sforsowała dwie linie nieprzyjaciela. Dochodziło do walki granatami i wręcz. Kto padł lub został ciężej ranny, zostawał. Wreszcie sforsowano tory kolejowe. Po północy dotarli do Puszczy Mariańskiej, która była określona jako
punkt zborny. Oddział liczył tylko 50 ludzi.
Dowódca dywizjonu kawalerii „Nieczaj” wydał rozkaz, że jego oddziały będą przebijały się w kierunku na zachód. W pierwszym rzucie do ataku mieli ruszyć ułani 1., 2. i 4. szwadronów. Szwadron 3. miał ubezpieczać pierwszy rzut, a następnie przebić się jego śladem. Szturm rozpoczął się około godziny 18. Ułani w pełnym galopie sforsowali dwie linie obławy, obrzucając Niemców granatami. Po 20 minutach zatrzymano się w okolicy miejscowości Grąd oczekując na ułanów, których konie padły oraz na grupy piechoty. Udało się przebić około 140-200 ułanom. Po dwugodzinnym odpoczynku oraz uporządkowaniu oddziału ruszono w kierunku Puszczy Mariańskiej, omijając Żyrardów od północy i zachodu.
WYJŚCIE Z OKRĄŻENIA
Grupa na czele której stanął „Dolina” szturmem sforsowała dwie linie nieprzyjaciela. Dochodziło do walki granatami i wręcz. Kto padł lub został ciężej ranny, zostawał. Wreszcie sforsowano tory kolejowe. Po północy dotarli do Puszczy Mariańskiej, która była określona jako
punkt zborny. Oddział liczył tylko 50 ludzi.
Dowódca dywizjonu kawalerii „Nieczaj” wydał rozkaz, że jego oddziały będą przebijały się w kierunku na zachód. W pierwszym rzucie do ataku mieli ruszyć ułani 1., 2. i 4. szwadronów. Szwadron 3. miał ubezpieczać pierwszy rzut, a następnie przebić się jego śladem. Szturm rozpoczął się około godziny 18. Ułani w pełnym galopie sforsowali dwie linie obławy, obrzucając Niemców granatami. Po 20 minutach zatrzymano się w okolicy miejscowości Grąd oczekując na ułanów, których konie padły oraz na grupy piechoty. Udało się przebić około 140-200 ułanom. Po dwugodzinnym odpoczynku oraz uporządkowaniu oddziału ruszono w kierunku Puszczy Mariańskiej, omijając Żyrardów od północy i zachodu.
Podczas przekraczania drogi Wiskitki-Oryszew stoczono jeszcze walkę z niemieckimi oddziałami. To wtedy grupa ułanów 4. szwadronu pod dowództwem „Jawora” chcąc ominąć niemieckie punkty ogniowe skręciła w lewo. Po chwili ułani znaleźli się na ulicach Żyrardowa. Nie mieli innego wyjścia jak przemknąć galopem przez uliczki miasta.
Około północy z kotła wydostał się zorganizowany oddział ułanów 3. szwadronu, który ubezpieczał do tej pory główny atak kawalerii. Podczas rozpoznawania kierunku szarży zginął dowódca szwadronu „Narcyz”. Resztki oddziału, liczące około 50 ułanów, przebiły się jednak przez niemieckie linie i ostatecznie także dotarły do Puszczy Mariańskiej.
Około północy z kotła wydostał się zorganizowany oddział ułanów 3. szwadronu, który ubezpieczał do tej pory główny atak kawalerii. Podczas rozpoznawania kierunku szarży zginął dowódca szwadronu „Narcyz”. Resztki oddziału, liczące około 50 ułanów, przebiły się jednak przez niemieckie linie i ostatecznie także dotarły do Puszczy Mariańskiej.
Poszczególne grupy partyzantów wydostawały się z okrążenia na własną rękę i to praktycznie we wszystkich kierunkach.
Bitwa pod Jaktorowem była jednym z największych całodziennych bojów AK, które rozegrało się na lewym brzegu Wisły. W jej wyniku Grupa AK „Kampinos” praktycznie uległa rozbiciu i przestała istnieć. Starty całego zgrupowania są trudnie do oszacowania. Prawdopodobnie zginęło około 250 partyzantów, około 300 zostało rannych, a około 200 dostało się do niewoli. Olbrzymie straty
poniosła w tym boju kawaleria: zginęło 185 ułanów, a rannych zostało 46.
Pomimo strat ułani pamiętali jednak o symbolach: Dowódca Pocztu Sztandarowego chorąży sztandarowy kpr. „Żbik” Marian Podgóreczny z por. „Nieczajem” spalili Sztandar 27 pułku, aby nie dostał się w ręce wroga.